Staram się odgonić nostalgiczny czas jesienny. Nie działa na mnie dobrze, a ja lubię mój uśmiech.
Zaszalałam więc z szantungiem jedwabnym i wełną. Zabawa była przednia - arteterapia.
A później odwiedziła mnie Rudix i było już tylko weselej... z minuty na minutę :)
Dziękuję Ci mały rudasku za wszystkie promyki dzisiejsze :)
A poważnie, przygotowałam się do zimy robiąc mitenki, szal i czapę. Niby nic wielkiego ale wykorzystałam małe 6 metrów jedwabiu na tą zabawę. Dzikie szaleństwo.
Pofakturowało się niesamowicie pięknie.
Wszystko jest teraz plastyczne, naddaje się, a czapa... Czapa jest najbardziej zaskakującą rzeczą jaką zrobiłam.
Projekt mi się przyśnił.
To taka specjalna limitowana edycja projektów.
Przyśni się i szybko rysuję, żeby nie uciekł w czeluści łóżka.
Przyśnione mają inny sznyt w tworzeniu.
Wymyślone, wykoncypowane projekty w niczym nie są gorsze! Są niezmiernie dopieszczone i dopracowane pod konkretne zapotrzebowanie i pełne serca :)
LINK DO BIŻUTERI RUDIXA - POLECAM Z SERDUCHA
Rudixa wielka zabawa z plastycznością czapuchy
i niczym Mama Muminka :)
Dziękuję za Cud moich wspaniałych Przyjaciół!